sobota, 13 października 2018

Rejs Sycylia 2018


Rejs po wodach północnej Sycylii i archipelagu Wysp Eolskich (Liparyjskich) 2018

No to lecimy! Cel taktyczny - jakoś wylądować na lotnisku w Palermo. Cel strategiczny - pożeglować po wodach północnej Sycylii (Morze Tyrreńskie) i wyspach Eolskich.
Jednak dużo pewniej czuję się na jachcie. W samolocie jakoś się nogi trzęsą...







 Nie ma palm, nie ma wakacji. Są palmy, są wakacje. A palm   tutaj wszędzie jest w bród, ot co!

 

Kolejna w mojej amatorskiej karierze skipera  bandera. Zeglowałem już pod polską, niemiecką, chorwacką, grecką, włoską, a teraz mam zaszczyt pod francuską


Żeglarskie marzenie - położyć się na odwróconym do góry dnem pontonie i gapić się na 85 metrów kwadratowych żagli pełnomorskiego jachtu. Bezcenne...

A załoga ciągle pyta: a będą delfiny?, kiedy będą delfiny?, a zobaczymy na pewno delfiny? Weź i wyczaruj im delfiny.
No i proszę - są delfiny. Takie kochane. I płyną przed dziobem, żeby im zrobić ładne zdjęcie. No po prostu - kochane.





Dagmara zobaczyła delfiny. Ciekawe, czy one też się tak ucieszyły?




Ta Sycylia. Właściwie nie wiadomo, czy lepiej na wodzie czy na lądzie. Spacer w Capo d'Orlando. Szukamy knajpki na wieczór. 






Przed nami kolejna "chłodna", październikowa noc. Dobrze, że w kabinie są śpiwory i koce.
Jakoś poradzimy :).






Się rozwiało. Sztywne 6 B z dużą chęcią dalszego rozwoju. Dobrze, ze siedzimy w marinie.




Te ichnie uliczki. Można się po nich błąkać godzinami i nigdy się nie znudzi


Teoretycznie przygotowujemy się do zdobycia wulkanu.
I z porannych mgieł wyłonił się stożek (właściwie - co widać - dwa stożki) Stromboli - główny cel naszej wyprawy.
Północno-zachodni stok Sciara del Fuoco. To tu spływają rzeki lawy ze Stromboli.

Stoimy na kotwicy a...



...ze Stromboli cały czas się dymi.



Pod wieczór lądujemy w dość dziwnej marinie niemarinie w Cefalu. To tutaj miejscowy bosman robi mi wykład żebym nie kładł portfela byle gdzie, bo jestem na... Sycylii. Potem stawia mi piwo. BOSMAN W MARINIE STAWIA PIWO! Czy zdarzyło się wam kiedyś?
A tak przy okazji - miejscowi bosmani nazywają się po włosku ormeggiatori.  

Idziemy na kolację do Cefalu. Widoki niesamowite...


Jesteśmy po antipasti, a przed secondi piatti, a więc czas na coś z owoców morza. Tutaj wieczorem proponują to, co rano udało się złowić rybakom. Dzisiaj ośmiornice (proszę nie mylić z ośmiorniczkami). Swieżość gwarantowana.


Martyna na słońcu odreagowuje brytyjski spleen


Przed nami Palermo. Korzystając z okazji dokonujemy kilku "drobnych" napraw po kilku dniach rejsu, a to:  wymiana pękniętego trapu; wymiana żarówki od tzw. światła silnikowego; wymiana cumy rufowej, która swoją strukturą jako żywo przypominała kawał drewna; naprawa pompy prysznicowej oraz wymiana...  chartplottera, który przestał działać już po 3 godzinach rejsu (i dobrze, była powtórka z pracy na mapach papierowych i nawigacji terestrycznej :)).


Widziałem w swoim życiu wiele miast, ale Palermo (szczególnie stara część miasta nocą) zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Niepowtarzalna atmosfera i klimat wieży Babel. Na zdjęciu - fragment fontanny wstydu.



A myślałem, że będą grać coś z Godfathera.



Cały rejs wiało!!! Dla znajomych żeglarzy - poniżej sztywnej szóstki nie schodziło :) (po roku 6 zmienia się na 7 B).


Jak z rufy jachtu portu nie widać to może lepiej będzie zerknąć z dziobu, przecież bliżej. Moje, autorskie przeniesienie "lotniczej logiki" posła Suskiego do żeglarstwa morskiego. 


Nareszcie lądujemy w marinie z prawdziwego zdarzenia. Luksusy! Jedyna taka marina w promieniu wielu mil. I sklep sieciowy jest i więcej niż dwa prysznice. Cuda, cudeńka...


W Capo D'Orlando łatwo się pogubić. Trzeba zapamiętać swoją alejkę, jak na parkingu przed dużym centrum handlowym.



Moje biuro z nowiuśkim chartplotterem.


Wracamy na Wyspy Eolskie. Stoimy na kotwicy przy wyspie Vulcano. Jak nazwa wskazuje wyspa dysponuje wulkanem (dokładnie to czterema wulkanami!). W dzień i w nocy wulkany non stop prykają gazami o zapachu zgniłych jaj. I jeszcze trzeba za to wszystko płacić... Starożytni bali się tu mieszkać na stałe i wcale się im nie dziwię.

 

Pogoda się trochę popsuła (brak słońca), ale przyszedł wiatr - przyjaciel żeglarzy. Steruje  - z charakterystyczną dla siebie dezynwolturą - Ola .


Jedziemy do Milazzo, czyli po odwiedzeniu wysp: Lipari i  Salina (wyjątkowo bez czynnych wulkanów) wracamy na Sycylię. Czy może być piękniej? Aż się nie chce dopłynąć.


Dzisiaj za ocalenie będzie pite vino bianco dalla Sicilia. Tak zaordynował Arek. Wino dobre, bo tanie.


A rano oczywiście wycieczka do najbliższej caffetterii na cappuccino i miejscową specjalność, czyli gli cannoli - rurki wypełnione serem ricotta ozdobione kandyzowaną skórką pomarańczy lub cedru. Pycha. I prawdopodobnie prawie bez kalorii :)


Niewielka marina w Messynie. W tle widać czubek włoskiego buta.







Cieśnina Mesyńska. 


Nasza "Mammamia" w Portorosa. Też pięknie.
Opuncja główna roślina ozdobna tutejszych autostrad. Królowa rejsu odkąd nasze panie doczytały się, że owoce opuncji to cudowna dieta odchudzająca.



I po rejsie... Prawie 400 mil morskich, 9 portów, 2 kotwicowiska, 3 dni bez słońca, mnóstwo wspomnień, żeby jakoś przetrwać zimę. 
A w samolocie znowu się nogi trzęsą...

Zdjęcia: Dagmara, Artur i ja







poniedziałek, 16 lipca 2018

Lipcowy weekend na Zatoce Gdańskiej (2018)

Dzięki pomysłowi Seby udało mi się spełnić jedno z żeglarskich marzeń, czyli stanąć za sterem pełnomorskiego Sun Odysseya. Przy okazji czterech członków KŻ KWB "Konin" dołożyło kolejną cegiełkę do morskiej tradycji naszego klubu. Ładnie wiało, trochę padało, czyli jako to na Bałtyku w lipcu. Wystartowaliśmy z Gdyni, odwiedziliśmy Jastarnię i Hel. Dodatkową atrakcją rejsu była możliwość przyjrzenia się z bliska (w marinie i na morzu) ogromnej imprezie żeglarskiej - Volvo Gdynia Sailing Days (przez 3 tygodnie bierze w niej udział ponad 2000 żeglarzy!!!).

Stoimy na Helu i... wyszło słońce. Sun Odyssey od Jeanneau - piękny!

Sprzątanie na jachcie trochę nie ma sensu. Najlepiej poczekać, jak klar morski zrobi wspólne działanie wiatru i falowania. 

Przyjemnie popatrzeć na młodych żeglarzy-sportowców , którzy w lipcu byli ozdobą gdyńskiej mariny

Zestaw ratunkowy dla sternika. Oczywiście używany w bardzo umiarkowanych ilościach po dokładnym przywiązaniu się (z wykorzystaniem brestów) do kei.

Szkoda, że to co dobre, tak szybko się kończy... 


sobota, 14 października 2017



Rejs po wodach Czarnogóry 2017

W pierwszych tygodniu października 8-osobowa załoga składająca się z 6 członków KŻ KWB Konin i 2 byłych członków klubu na pokładzie Bavarii 37 S/S "Mare" żeglowała po wodach Czarnogóry. Mniejszy niż zwykle jacht okazał się dość wygodny i dzielny (znakomicie radził sobie z żeglugą z wiatrem przy wietrze w porywach przekraczającym 40 węzłów), nie sprawiał także kłopotów przy manewrach portowych. 
Dodatkową "atrakcją" rejsu było przekraczanie granic morskich Chorwacji (granica UE) i Czarnogóry oraz związane z tym procedury papierkowo-manewrowe (brak muringów przy kejach celnych). Udało nam się odwiedzić Cavtat, Zelenikę, Tivat, Kotor, Budvę i leżący blisko granicy z Albanią port Bar. Perełką samą w sobie był - położony nieopodal mariny startu i mety - Dubrownik. Pogoda dopisała, choć brakowało nam trochę sprzyjających kierunkowi żeglugi wiatrów. Jedynym, ale za to bardzo poważnym problemem, była awaria jachtowego kingstona...


Luksusowa (no i droga) marina ACI Dubrovnik. Do dyspozycji żeglarzy: odkryty basen, dwie restauracje, bardzo dobrze zaopatrzony sklep. Idealne miejsce do startu

A to już zdjęcie z pokładu naszej "Mare" w marinie w Dubrowniku




Startujemy wcześnie rano, ponieważ przed nami odprawy graniczne, czyli check-out z Chorwacji i check-in w Czarnogórze






Przy niezbyt przyjaznej dla jachtów kei celnej w Zelenice (czarne, brudzące odbijacze i ogromne polery). Obsługa OK.



Serbsko-chorwackie [ dobrodoszli] idealnie pasuje do żeglarzy, jeśli rzeczywiście dobrze doszli, bo różnie z tym bywa...



 Pod wieczór lądujemy w marinie "Porto Montenegro" w Tivacie. Wszędzie czuć dyskretny zapach burżuazji (podobno głównie rosyjskiej). Luksusowe jachty motorowe robią wrażenie


A propos luksusowych jachtów, żeby było wiadomo o czym mówimy


A tu kącik rekreacyjny dla utrudzonych żeglugą żeglarzy.


Ci najbardziej zmęczeni mogą sobie poleżeć przy basenie ze słodką wodą. Ktoś z obsługi oczywiście przyniesie coś miękkiego na leżaczek...




 Żeby była jasność - ta woda po prawej to woda Boki Kotorskiej,a ta po lewej to woda basenu


Pod prawym salingiem oczywiście banderka Montenegro 

Nie tylko my płyniemy do Kotoru


Widok Boki Kotorskiej zapiera dech w piersiach. Wysokie góry i przepiękny fiord.  





 Wyspa z kościołem Matki Boskiej na Skale


Dzielna załoga wdrapała się na mury obronne Kotoru. Przyznacie, że widoczek jak z filmu, a tam jest tak naprawdę, naprawdę


Port miejski, w którym przycumował nasz jacht

+

Dobrą, wakacyjną energię wysyłamy rodzinom i przyjaciołom. Przed nami nocka by dopłynąć do Baru



Na horyzoncie pierwszy wycieczkowiec płynący w kierunku Grecji, ale jest spokojnie. To nie Bałtyk



 Do Baru docieramy wcześnie rano



 W Barze załoga wybrała się zażyć kąpieli na miejskiej plaży


 Przed nami Budva



Chwila zadumy na dziobie, tu zawsze jest spokój, no chyba że się zlezie cała załoga





Stoimy na kotwicy w Cavtacie i podsłuchujemy nocne życie miasteczka 


A chorwacka młodzież pilnie trenuje

 Adriatyk zmienia kolor, zaczyna wiać powyżej 30 węzłów, idzie Bora. Najwyższy czas szukać bezpiecznego portu


I po rejsie. Załoga S/S "Mare" w Dubrowniku (tylko Arek gdzieś zaginął)

(Zdjęcia głównie autorstwa Ady W.)